Forum MUSIC LATINO Strona Główna
Zaloguj

Tematy trudne i kontrowersyjne
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum MUSIC LATINO Strona Główna -> Rozmowy o ...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
enamorada
Administrator



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 8166
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Słupsk (woj. pomorskie)
Płeć: women

PostWysłany: Pon 1:04, 20 Mar 2017    Temat postu:

Suerte napisał:
Też tego nie rozumiem. Ogólnie wyraźnie widać, że mężczyźni w konserwatywnych społeczeństwach mają lepiej, bo jakoś ich zasady nie obowiązują. W Egipcie kobiety nie mogą nawet wchodzić z domu, a mężczyźni bawią się z turystkami oddając się niedozwolonym dla nich rozrywkom. Gdy kobieta zrobiłaby to samo, z pewnością spaliliby ją żywcem. I gdzie tu sprawiedliwość? Confused

Nigdy, przenigdy nie rozumiałam tych odmiennych standardów obejmujących mężczyzn i kobiety. Było to dla mnie czymś tak nienaturalnym i absurdalnym, że nie wierzyłam, że w ogóle coś takiego istnieje chyba aż do końca podstawówki (serio!). Myślałam, że to tylko jakieś patologiczne wyjątki, że w ten sposób myślą tylko nieliczne jednostki z marginesu społecznego, ale czas boleśnie zweryfikował moje poglądy na tą sprawę. Dlaczego tak wielu ludzi nie widzi, że coś tu jest ewidentnie nie tak, jak powinno być, dlaczego tak wielu ludzi nie buntuje się przeciw takiemu stanowi rzeczy? To mi się nie wzięło z wychowania, to były moje poglądy oparte tylko i wyłącznie na logicznym myśleniu, nikt ze mną za dzieciństwa nie rozmawiał o takich rzeczach jak równouprawnienie, to się wydawało zupełnie naturalne, że mężczyzn i kobiety powinny obowiązywać identyczne wymagania. Czy ludzie po prostu nie potrafią samodzielnie myśleć, tylko bezkrytycznie przyjmują to, czego ich nauczono? Nawet jeśli nie ma żadnego sensu? Inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć.

Suerte napisał:
Jeśli chodzi o zdrady to też je potępiam, tak samo jak rozbijanie związków. Po co ktoś w ogóle pakuje się w stałą relację, skoro zamierza zdradzać? Nie rozumiem takich osób. Confused

Też ich nie rozumiem, czyżby znowu działał mechanizm "zrobię coś, bo tak wypada, nieważne, że unieszczęśliwi to mnie i innych"? Bo chyba tylko dlatego takie osoby pchają się w stałe związki. Bo "Co ludzie powiedzą?", "W tym wieku to wypada już myśleć o założeniu rodziny...", "Rodzice naciskają, żeby się w końcu ustatkować", itp. Mam takie motto: "nie można nigdy zadowolić wszystkich, więc najlepiej zadowalać samą siebie"... jakkolwiek to nie brzmi Twisted Evil Każdy zazwyczaj wie, co jest dla niego najlepsze, więc inni nie powinni się wtrącać w nie swoje życie.

Suerte napisał:
Wydaje mi się, że chodzi o to, by ludzie nie dowiedzieli się o herezjach popełnianych przez duchownych. Chcieli być też ważniejsi od innych, religia była dla nich tylko narzędziem do sprawowania władzy.

A czy obecnie wiele się zmieniło? Religia jest doskonałym narzędziem manipulacji za pomocą strachu, wystarczy postraszyć piekłem, wiecznym potępieniem i innymi "atrakcjami" tego typu, a człowiek będzie się bał własnego cienia, jeśli zdarzy mu się coś zrobić lub nawet pomyśleć wbrew kościołowi. Do tego gdy ciągle wmawia mu się, że jest nic nie warty, grzeszny, zły i w ogóle powinien czuć się winny jedynie dlatego, że żyje Rolling Eyes Osoba pozbawiona poczucia własnej wartości, żyjąca w ciągłym strachu to idealny kandydat do manipulowania nim wedle własnego uznania. Zastanawia mnie, ilu ludzi nie odchodzi od religii wyłącznie ze strachu?

Suerte napisał:
Bardzo lubię doszukiwać się podobieństwa pomiędzy poszczególnymi wyznanami, czy to wśród wierzeń Indian sprzed konkwisty, czy autochtonów z Afryki. Ja mam na to nieco inny pogląd, uważam że te podobieństwa nie są przypadkowe i tak naprawdę wszyscy wierzymy w to samo. Zresztą już w czasach paleolitu ludzie tworzyli rysunki na skałach świadczące o ich wierze. Niestety przez lata polityka wkradła się w religię, a Bóg w wielu przypadkach był tylko narzędziem do sprawowania władzy przez złych ludzi. Sad

Też sądzę, że te podobieństwa nie mogą być przypadkowe. Nie zgodzę się do końca z tym, że wszyscy wierzymy w to samo, ale mniej więcej chyba rozumiem, co chciałaś przekazać Smile Pomimo różnic w wierzeniach wszyscy podążamy w tym samym kierunku, niektórzy świadomie, a inni nie, nie ma to znaczenia, wszyscy i tak zmierzamy do jednego źródła. Z tego co piszę można odnieść wrażenie (i bardzo słuszne!), że wyjątkowo nie znoszę religii, więc obawiam się, że ktoś może dojść do (już niesłusznej) konkluzji, że tym samym nie znoszę ludzi przynależących do tych religii. Nie mam nic przeciwko nawet najdziwniejszym wierzeniom ludzi, niech sobie wierzą nawet w wielkiego tęczowego jednorożca latającego po całym kosmosie, który będzie dla nich istotą najwyższą, bogiem, do którego będą się modlić, mam to gdzieś, dopóki nie robią swoimi wierzeniami nikomu krzywdy, ani ich siłą nie narzucają. Przykro też patrzeć, gdy religia działa na kogoś destrukcyjnie. Wtedy wkurzam się nie na taką osobę (która jest ofiarą), ale na instytucję, która za to odpowiada. Wracając do tematu podobnych wierzeń - sądzę, że ma to swoje 2 różne przyczyny. Religie zazwyczaj dzielą się na dwie główne części - tą stricte duchową, mistyczną, oraz tą skupiającą się na kontaktach ludzi z bogiem/bogami, którzy uczyliby ich podstawowych rzeczy, jak uprawa roli, hodowla zwierząt czy wytwarzanie broni, czyli tą część, która raczej nie ma zbyt wiele wspólnego z duchowością. Moja teoria na ten temat brzmi tak: podobieństwo w wierzeniach związanych z duchowością człowieka wzięły się z tego, że ludzie mający różne doświadczenia mistyczne, ci, którzy doświadczyli np. śmierci klinicznej, OOBE czy jakiś wizji w odmiennych stanach świadomości, doświadczali bardzo podobnych rzeczy niezależnie od tego, gdzie mieszkali i do jakiej kultury należeli. Tak jest i do tej pory, wierzenia ani kultura człowieka nie mają żadnego wpływu na te doświadczenia, co według mnie przemawia za prawdziwością tego, o czym mówią ci ludzie. Co do drugiego typu treści religijnych mam inną teorię, która uwzględnia istnienie na Ziemi w odległych czasach innej cywilizacji, wyżej rozwiniętej, która albo przybyła tu spoza Ziemi, albo była ziemską cywilizacją, która została unicestwiona przez wielki kataklizm naturalny, bądź sama się unicestwiła w wyniku wojen, a ci, którzy przeżyli postanowili przekazać jak najwięcej z ich wiedzy prostym plemionom, które również przetrwały poukrywane gdzieś w trudno dostępnych puszczach. Zastanówmy się - gdyby teraz zdarzyło się nieszczęście i wybuchła wielka wojna, to tymi, którzy mieliby największe szanse przetrwania byłyby właśnie te proste ludy żyjące w izolacji od naszej cywilizacji. Więc czy kiedyś nie mogło zdarzyć się coś podobnego? Te proste ludy przedstawicieli bardziej zaawansowanej kultury, posiadających o wiele większą od nich wiedzę mogli uznać za swoich bogów. Mało prawdopodobne? To poczytajcie o tzw. "kultach cargo", bo to działo się we współczesnych czasach według tego samego schematu Smile

Suerte napisał:
W wielu ludziach jest mnóstwo złych emocji, zgadzam się z Machiavellim, co do tego że ludzie mają równe skłonności do czynienia zarówno dobra jak i zła.

Tu się nie zgodzę, moim zdaniem większość ludzi ma dobrą naturę, a tylko nieliczni rodzą się z gruntu źli i nic nie można już z tym zrobić. Zło bierze się z trudnych doświadczeń, braku miłości, zrozumienia, akceptacji, przymusu walki o przetrwanie, czy krzywd wyrządzonych wcześniej przez innych ludzi. Ktoś kto nie ma tych problemów raczej nie będzie posiadał chęci czynienia komukolwiek zła, bo będzie sam ze sobą szczęśliwy. Z własnego doświadczenia powiem, że chęć czynienia zła i nienawiść do innych biorą się z braku samoakceptacji, braku akceptacji własnego życia i rozczarowania światem. Przechodziłam przez taki mroczny okres i właśnie głównie to miałam na myśli pisząc w innym temacie o wielkiej zmianie, jaka we mnie zaszła.

Suerte napisał:
Według mnie człowiek powinien nad sobą stale pracować, żeby zwalczyć w sobie te drugie. Jeśli to się nie zmieni, to nie sądzę, że ludzie będą w stanie przetwać bez konfliktów. Zawsze znajdą jakąś "zaczepkę", a to religię, a to system polityczny, lub cokolwiek innego do usprawiedliwienia swoich podłch czynów.

To prawda, trzeba nad sobą cały czas pracować, żeby negatywne doświadczenia znów przypadkiem nie ściągnęły kogoś na złą stronę. Jestem idealistką, to fakt, ale moim zdaniem rozwiązaniem tego problemu byłaby tak prosta rzecz, jak okazywanie innym takiego samego szacunku, jakiego wymagamy względem siebie, zwiększona empatia, umiejętność "wejścia w czyjąś skórę", gdyby ludzie doświadczali zrozumienia i czuli się wspierani w trudnych momentach, nie byłoby w nich tyle agresji i chęci jej rozładowania właśnie szukaniem na siłę "zaczepki".

Suerte napisał:
Panujący w wielu krajach kapitalizm doprowadza ludzi do takich strasznych warunków, dzieci są sprowadzane na świat często po to, by zaopiekowały się starymi rodzicami w przyszłości. Wprowadzenie socjalizmu i systemu emerytalnego skutecznie rozwiązałoby ten problem. Edukacja społeczeństwa i darmowa służba zdrowia powinny być priorytetem w każdym kraju. U nas też nie do końca to funkcjonuje i niestety nie zapowiada się, by było lepiej. Skłonności Polaków do głosowania na prawicę mogą cofnąć nas do średniowiecza. Wiele osób czepia się lewicy i obwinia ich o wszystkie problemy. Przecież lewica nie ma u nas nic do powiedzenia, kiedy tak naprawdę rządzili "lewicowcy"? Niektórzy błędnie myślą, że PO to lewica, a przecież ich ideologia opiera się na chrześcijańskiej demokracji, konserwatywnya liberalizmie i socjalliberalizmie. Ok, ktoś może wspomnieć o SLD, tyle że nich taka lewica, jak ze mnie prawica. Laughing

No właśnie, w Polsce nie ma chyba żadnej lewicowej partii poza Razem (która uchodzi za radykalną, podczas gdy na zachodzie uchodziłaby za centrolewicę Laughing ). Nie rozumiem, jak można PO albo tym bardziej Nowoczesną uważać za lewicę, to chyba jakaś kpina. Chociaż niektórzy uważają, że w Polsce mamy samą lewicę, bądź jak to oni lubią określać "lewactwo". PiS też uważają za lewicową partię. To kto w takim razie jest dla nich prawicą? Korwin? ONR? I całkowicie się zgadzam, że zmiana systemu na bardziej przyjazny człowiekowi wiele by pomogła.

Suerte napisał:
Też mnie irytuje konsumpcjonizm. Człowiek tak naprawdę nie potrzebuje wiele do życia, a gromadzenie niepotrzebnych przedmiotów tylko nas obciąża. Sama od pewnego czasu staram się robić tylko przemyślane zakupy. Kiedyś bywało tak, że wpadałam do jakiejś drogerii i kupowałam kosmetyki, których potem i tak nie używałam. W sumie cieszę się, że w porę się opamiętałam, teraz kilka razy się zastanowię zanim kupię coś niepotrzebnego, a idąc na zakupy raczej nie wykraczam poza listę produktów, po które wybieram się do sklepu, no chyba, że przypomnę sobie o czymś potrzebnym. Dodam jeszcze, że wokół siebie mam trzy supermarkety, a mimo to ich asortyment jakoś nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Laughing

Hehe, na moim osiedlu supermarket supermarketem supermarket popycha, w sumie straciłam rachubę ile ich wszystkich tu razem jest, ale gdzieś około dziesięciu może być. Niektóre z nich odwiedziłam może 3 razy w życiu i reakcja pewnej osoby wygląda tak: "ale jak to nie wiesz, gdzie w supermarkecie X znajduje się proszek do prania?", "no jak możesz nie wiedzieć, gdzie jest supermarket Y? (który od czasu, gdy ostatnio w nim byłam zdążył zmienić swoją nazwę)", "jak ty nie wiesz takich rzeczy, to co ty w ogóle wiesz?". Jest pewna osoba, która traktuje mnie jak idiotkę jedynie dlatego, że nie posiadam wyżej wspomnianej wiedzy o asortymencie poszczególnych supermarketów Razz Trochę ciężko żyć na świecie, gdzie większość ludzi jest materialistami.

Suerte napisał:
Już nie mówię o tym, żeby chodzić w worku pokutnym, ale podążanie za modą często jest jeszcze gorszą opcją, np. nie rozumiem dlaczego od jakiegoś czasu wiele osób nosi spodnie z dziurami, ani to ładne, ani praktyczne i łatwiej ulega zniszczeniu. Ja się staram kupować ciuchy, które raczej nie wyjdą z mody w następnym sezonie i tylko wtedy, gdy czegoś rzeczywiście potrzebuję.

Mi akurat podobają się spodnie z dziurami Very Happy Ale też nie podążam ślepo za modą, noszę to, co mi się podoba i nowe ubrania też kupuję zazwyczaj wtedy, gdy naprawdę nie mam już czego na siebie założyć.

Suerte napisał:
Nie jestem typem, który wiecznie narzeka, że nie ma w co się ubrać i przyznam szczerze, że zakupy ciuchów bardzo mnie nudzą.

Mnie też! Nienawidzę zakupów, jestem chora jak już muszę iść do sklepu i kupić sobie np. nowe spodnie, wkurza mnie konieczność przymierzania wszystkiego, zwłaszcza jak przymierzę 10 różnych par spodni i żadne z nich nie robią na mnie powalającego wrażenia. Jak już sobie coś kupuje, to wiem, że będę to nosić bardzo długo, więc w danym ubraniu muszę się "zakochać", żeby nie żałować później, że mogłam mieć coś lepszego i wydałam pieniądze nie na to, co trzeba.

Suerte napisał:
Konsumpcjonizm na stałe wkroczył w nasze życie, dlatego trzeba walczyć z kapitalizmem, ten chory system napędza konsumpcjonizm. Niestety prawica ochoczo popiera kapitalizm, nawet na stronach związanych z religią widziałam poparcie dla tego systemu, a niby duchowni powinni być apolityczni....

Dokładnie, dlatego powtarzam, że główną przyczyną większości problemów jest właśnie wadliwy system. Dziwi mnie popieranie kapitalizmu przez kościół katolicki. Wątpię, że Jezusowi podobałby się ten ustrój. W ogóle kościołowi jakoś nie po drodze z naukami Jezusa, który jak na tamte czasy był swego rodzaju rewolucjonistą, chciał zmieniać zastałą rzeczywistość, uczyć ludzi bycia lepszymi, krytykował skostniałą religię, ludzi którzy wierzą jedynie na pokaz. Myślę, że osoby takie jak my mają z Nim więcej wspólnego, niż ci, którzy uważają się za katolików.

Suerte napisał:
Ja na początku chciałam sprawdzić siebie, w sumie moje przejście na wegetarianizm było bardzo spontaniczne, potem gdy zupełnie przestało ciągnąć mnie do mięsa zaczęłam interesować się losem zwierząt przeznaczonych do spożycia i byłam wstrząśnięta. Bardzo to przeżwam, dlatego przez 7 lat obejrzałam tylko trzy filmiki z tym związane, które wywarły na mnie taki wpływ, że do dziś mam je przed oczami.

U mnie zaczęło się od przeczytania artykułu na ten temat. Wtedy już zaczęłam myśleć, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zrezygnuję z mięsa, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Ta bliżej nieokreślona przyszłość nadeszła w końcu po mniej więcej roku, gdy trafiłam na wspomniane filmiki. Co innego czytać o czymś, a co innego zobaczyć na własne oczy. Zaczęłam odczuwać spore wyrzuty sumienia, ale najbardziej podziałała na mnie informacja o związku między spożywaniem mięsa a dewastacją środowiska. Już nie mogło być mowy o dalszym zwlekaniu. Wtedy postanowiłam nigdy już nie tknąć mięsa, chyba że w sytuacji ekstremalnej, jak zagrożenie życia (nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć). I od tamtej pory (tj. od początku stycznia 2015) spokojnie i szczęśliwie żyję sobie bez mięsa. Chociaż niektórzy nie mogą mi uwierzyć na słowo, że w ogóle mi tego nie brakuje Razz Wręcz przeciwnie - odpycha mnie od jego zapachu i widoku w stanie surowym. Mam swoje własne sympatyczne określenia: mięso - trupy; stoisko mięsne - prosektorium Razz No tak mi się kojarzy Razz Ktoś niewtajemniczony w mój sposób nazewnictwa może być nieco zdziwiony po usłyszeniu zdania typu: "Babcia kazała mi kupić trochę trupów w prosektorium, bo mówi, że nie ma czego ugotować na obiad" Laughing

Suerte napisał:
Na podstawie własnych doświadczeń uważam, że mięso to tylko uzależnienie i nie jest potrzebne do życia człowiekowi. Już sam fakt to, że trzeba je gotować/smażyć i doprawiać przed podaniem wiele o tym świadczy. Według mnie do posiłków powinno się podchodzić instynktownie, skoro owoce chętnie spożywa się bez gotowana i przyprawiania, to właśnie one powinny stanowić główne źródło naszego pożywienia.

Mogłabym się tutaj podpisać pod każdym zdaniem Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez enamorada dnia Pon 1:22, 20 Mar 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Manterola
Gwiazda Latino



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 2697
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Pon 10:30, 20 Mar 2017    Temat postu:

enamorada napisał:
Dziwi mnie popieranie kapitalizmu przez kościół katolicki. Wątpię, że Jezusowi podobałby się ten ustrój. W ogóle kościołowi jakoś nie po drodze z naukami Jezusa, który jak na tamte czasy był swego rodzaju rewolucjonistą, chciał zmieniać zastałą rzeczywistość, uczyć ludzi bycia lepszymi, krytykował skostniałą religię, ludzi którzy wierzą jedynie na pokaz. Myślę, że osoby takie jak my mają z Nim więcej wspólnego, niż ci, którzy uważają się za katolików.


To nie jest tak, ze Kosciol popiera kapitalizm, on jest przeciw komunizmowi. Kosciol jest za tym, zeby ludzie mieli prace, zarabiali godne pieniadze, bo bez tego ludzie nie maja szacunku do samych siebie. Praca potrzebna jest zeby godnie zyc. Jesli nie starcza ci na jedzenie albo nie masz pieniedzy, zeby ubrac wlasne dzieci, to nie masz wolnosci i latwo toba manipulowac. Ja widze to bardzo dokladnie tutaj, we Wloszech, w malym miasteczku w ktorym mieszkam. Politycy robia wszystko, zeby ludzie byli od nich zalezni, zeby musieli przychodzic i prosic ich o przysluge. Oni obiecaja prace (na kilka miesiecy) a w zamian chca zebys na nich glosowala w przyszych wyborach. I ludzie to robia. Bledne kolo. Mad

Problemem jest wg mnie to, ze Kosciol to ludzie, a ludzie sa niedoskonali. Same zalozenia sa dobre, glowne nauki sa dobre, przemyslane i zgodne z tym co mowil Jezus. Problem pojawia sie tam, ze potem sa one zle przekazywane. Ksieza, nauczyciele religii, zwykli ludzie, kazdy interpretuje to co slyszy na swoj sposob.
Ja jestem teologiem z wyksztalcenia, ale nie popieram wszystkiego co mi ksiadz mowi. Mialam na przyklad w rodzinie sytuacje, gdzie ksiadz odmowil chrztu mojej malej siostrzenicy bo jej rodzice nie sa malzenstwem. Strasznie mnie to wkurzylo, bo on wg mnie nie ma do tego prawa, no ale coz mozesz takiemu ksiedzu zrobic? Nic. Trzeba poszukac kogos lepszego.
Uwazam tez, ze ksieza o wiele za duza wage przywiazuja do seksu i wlasnie faktu czy ktos jest po slubie czy nie. Jako teolog rozumiem filozofie za tym stojaca, ale mysle, ze to jest jedna z najmniej waznych rzeczy. Niestety lata naciskania i zwracania uwagi na seksualnosc zrobilo swoje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Suerte
Gwiazda Latino



Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 1743
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Wto 22:11, 21 Mar 2017    Temat postu:

enamorada napisał:
Religia jest doskonałym narzędziem manipulacji za pomocą strachu, wystarczy postraszyć piekłem, wiecznym potępieniem i innymi "atrakcjami" tego typu, a człowiek będzie się bał własnego cienia, jeśli zdarzy mu się coś zrobić lub nawet pomyśleć wbrew kościołowi. Do tego gdy ciągle wmawia mu się, że jest nic nie warty, grzeszny, zły i w ogóle powinien czuć się winny jedynie dlatego, że żyje Rolling Eyes Osoba pozbawiona poczucia własnej wartości, żyjąca w ciągłym strachu to idealny kandydat do manipulowania nim wedle własnego uznania. Zastanawia mnie, ilu ludzi nie odchodzi od religii wyłącznie ze strachu?

Jasne, że tak, szczególnie widać to wśród kobiet. Mężczyźni bardzo chętnie wykorzystują religię do straszenia kobiet piekłem, Bogiem, podczas gdy sami robią, co im się podoba. Wiem, że teraz mocno generalizuję, aczkolwiek w większości przypadków tak to właśnie wygląda, co widać również obecnie w naszym mocno prawicowym rządzie.

enamorada napisał:
Też sądzę, że te podobieństwa nie mogą być przypadkowe. Nie zgodzę się do końca z tym, że wszyscy wierzymy w to samo, ale mniej więcej chyba rozumiem, co chciałaś przekazać Smile Pomimo różnic w wierzeniach wszyscy podążamy w tym samym kierunku, niektórzy świadomie, a inni nie, nie ma to znaczenia, wszyscy i tak zmierzamy do jednego źródła. Z tego co piszę można odnieść wrażenie (i bardzo słuszne!), że wyjątkowo nie znoszę religii, więc obawiam się, że ktoś może dojść do (już niesłusznej) konkluzji, że tym samym nie znoszę ludzi przynależących do tych religii. Nie mam nic przeciwko nawet najdziwniejszym wierzeniom ludzi, niech sobie wierzą nawet w wielkiego tęczowego jednorożca latającego po całym kosmosie, który będzie dla nich istotą najwyższą, bogiem, do którego będą się modlić, mam to gdzieś, dopóki nie robią swoimi wierzeniami nikomu krzywdy, ani ich siłą nie narzucają. Przykro też patrzeć, gdy religia działa na kogoś destrukcyjnie. Wtedy wkurzam się nie na taką osobę (która jest ofiarą), ale na instytucję, która za to odpowiada.

Ja nie odniosłam takiego wrażenia i myślę, że raczej nikt nie powinień zarzucać Ci tego, że nie znosisz ludzi wierzących (chyba, że jakiś totalny ignorant). Niczego nikomu nie narzucasz, każdy ma prawo do swojego punktu widzenia. Smile

enamorada napisał:
Wracając do tematu podobnych wierzeń - sądzę, że ma to swoje 2 różne przyczyny. Religie zazwyczaj dzielą się na dwie główne części - tą stricte duchową, mistyczną, oraz tą skupiającą się na kontaktach ludzi z bogiem/bogami, którzy uczyliby ich podstawowych rzeczy, jak uprawa roli, hodowla zwierząt czy wytwarzanie broni, czyli tą część, która raczej nie ma zbyt wiele wspólnego z duchowością. Moja teoria na ten temat brzmi tak: podobieństwo w wierzeniach związanych z duchowością człowieka wzięły się z tego, że ludzie mający różne doświadczenia mistyczne, ci, którzy doświadczyli np. śmierci klinicznej, OOBE czy jakiś wizji w odmiennych stanach świadomości, doświadczali bardzo podobnych rzeczy niezależnie od tego, gdzie mieszkali i do jakiej kultury należeli. Tak jest i do tej pory, wierzenia ani kultura człowieka nie mają żadnego wpływu na te doświadczenia, co według mnie przemawia za prawdziwością tego, o czym mówią ci ludzie. Co do drugiego typu treści religijnych mam inną teorię, która uwzględnia istnienie na Ziemi w odległych czasach innej cywilizacji, wyżej rozwiniętej, która albo przybyła tu spoza Ziemi, albo była ziemską cywilizacją, która została unicestwiona przez wielki kataklizm naturalny, bądź sama się unicestwiła w wyniku wojen, a ci, którzy przeżyli postanowili przekazać jak najwięcej z ich wiedzy prostym plemionom, które również przetrwały poukrywane gdzieś w trudno dostępnych puszczach. Zastanówmy się - gdyby teraz zdarzyło się nieszczęście i wybuchła wielka wojna, to tymi, którzy mieliby największe szanse przetrwania byłyby właśnie te proste ludy żyjące w izolacji od naszej cywilizacji. Więc czy kiedyś nie mogło zdarzyć się coś podobnego? Te proste ludy przedstawicieli bardziej zaawansowanej kultury, posiadających o wiele większą od nich wiedzę mogli uznać za swoich bogów. Mało prawdopodobne? To poczytajcie o tzw. "kultach cargo", bo to działo się we współczesnych czasach według tego samego schematu Smile


Podobnie było w czasach konkwisty, gdy Indianie na początku myśleli, że najeźdźcy to bogowie. Choć w tym przypadku konkwistadorzy akurat nie wykazali się większą wiedzą od nich, a większą brutalnością. Znaleziono dowody na to, że Inkowie przeprowadzali bardziej skomplikowane operacje medyczne niż my obecnie, zresztą nie tylko w tym przewyższali europejczyków, jednak łatwiej konkwistadorom było rozpowszechniać fałszywe informacje na temat ich brutalności i dzikości, aby w ten sposób usprawiedliwić swoje podłe czyny.

enamorada napisał:
Tu się nie zgodzę, moim zdaniem większość ludzi ma dobrą naturę, a tylko nieliczni rodzą się z gruntu źli i nic nie można już z tym zrobić. Zło bierze się z trudnych doświadczeń, braku miłości, zrozumienia, akceptacji, przymusu walki o przetrwanie, czy krzywd wyrządzonych wcześniej przez innych ludzi. Ktoś kto nie ma tych problemów raczej nie będzie posiadał chęci czynienia komukolwiek zła, bo będzie sam ze sobą szczęśliwy. Z własnego doświadczenia powiem, że chęć czynienia zła i nienawiść do innych biorą się z braku samoakceptacji, braku akceptacji własnego życia i rozczarowania światem. Przechodziłam przez taki mroczny okres i właśnie głównie to miałam na myśli pisząc w innym temacie o wielkiej zmianie, jaka we mnie zaszła.

To już zależy od człowieka. Niestety zawsze znajdą się osoby, które mimo dobrego wychowania, środowiska i braku większych problemów, wyrządzają wiele zła. Choć możliwe, że w takich przypadkach wiąże się to z jakąś niewykrytą chorobą psychiczną. Zgadzam się z tym, że większość złych czynów wynika z wcześniejszych przeżyć, które też mogą doprowadzić do takiego stanu. Dlatego jeśli ktoś czuje w sobie potrzebę krzywdzenia innych osób, powinien się leczyć wszelkimi dostępnymi metodami. Brak empatii i szacunku do innych to też dla mnie oznaka choroby psychicznej.

enamorada napisał:
No właśnie, w Polsce nie ma chyba żadnej lewicowej partii poza Razem (która uchodzi za radykalną, podczas gdy na zachodzie uchodziłaby za centrolewicę Laughing ). Nie rozumiem, jak można PO albo tym bardziej Nowoczesną uważać za lewicę, to chyba jakaś kpina. Chociaż niektórzy uważają, że w Polsce mamy samą lewicę, bądź jak to oni lubią określać "lewactwo". PiS też uważają za lewicową partię. To kto w takim razie jest dla nich prawicą? Korwin? ONR? I całkowicie się zgadzam, że zmiana systemu na bardziej przyjazny człowiekowi wiele by pomogła.

Zgadza się, a nasza prawica jest tak skrajna, że nawet skrajne zagraniczne partie ją krytykują. Laughing

enamorada napisał:
Na moim osiedlu supermarket supermarketem supermarket popycha, w sumie straciłam rachubę ile ich wszystkich tu razem jest, ale gdzieś około dziesięciu może być. Niektóre z nich odwiedziłam może 3 razy w życiu i reakcja pewnej osoby wygląda tak: "ale jak to nie wiesz, gdzie w supermarkecie X znajduje się proszek do prania?", "no jak możesz nie wiedzieć, gdzie jest supermarket Y? (który od czasu, gdy ostatnio w nim byłam zdążył zmienić swoją nazwę)", "jak ty nie wiesz takich rzeczy, to co ty w ogóle wiesz?". Jest pewna osoba, która traktuje mnie jak idiotkę jedynie dlatego, że nie posiadam wyżej wspomnianej wiedzy o asortymencie poszczególnych supermarketów Razz Trochę ciężko żyć na świecie, gdzie większość ludzi jest materialistami.

To smutne, że dla niektórych wiedza na temat asortymentu supermarketów jest ważniejsza niż erudycja. Sad Niestety konsumpcjonizm robi ludziom wodę z mózgu.

enamorada napisał:
U mnie zaczęło się od przeczytania artykułu na ten temat. Wtedy już zaczęłam myśleć, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zrezygnuję z mięsa, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Ta bliżej nieokreślona przyszłość nadeszła w końcu po mniej więcej roku, gdy trafiłam na wspomniane filmiki. Co innego czytać o czymś, a co innego zobaczyć na własne oczy. Zaczęłam odczuwać spore wyrzuty sumienia, ale najbardziej podziałała na mnie informacja o związku między spożywaniem mięsa a dewastacją środowiska. Już nie mogło być mowy o dalszym zwlekaniu. Wtedy postanowiłam nigdy już nie tknąć mięsa, chyba że w sytuacji ekstremalnej, jak zagrożenie życia (nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć). I od tamtej pory (tj. od początku stycznia 2015) spokojnie i szczęśliwie żyję sobie bez mięsa. Chociaż niektórzy nie mogą mi uwierzyć na słowo, że w ogóle mi tego nie brakuje Razz Wręcz przeciwnie - odpycha mnie od jego zapachu i widoku w stanie surowym.

Świetnie, że tak szybko udało Ci się odzwyczaić od mięsa. Smile U mnie trwało to dłużej być może ze względu na to, że jedłam go dość sporo.

enamorada napisał:
Mam swoje własne sympatyczne określenia: mięso - trupy; stoisko mięsne - prosektorium Razz No tak mi się kojarzy Razz Ktoś niewtajemniczony w mój sposób nazewnictwa może być nieco zdziwiony po usłyszeniu zdania typu: "Babcia kazała mi kupić trochę trupów w prosektorium, bo mówi, że nie ma czego ugotować na obiad" Laughing

Hahaha, dobre! Laughing

Manterola napisał:
enamorada napisał:
Dziwi mnie popieranie kapitalizmu przez kościół katolicki. Wątpię, że Jezusowi podobałby się ten ustrój. W ogóle kościołowi jakoś nie po drodze z naukami Jezusa, który jak na tamte czasy był swego rodzaju rewolucjonistą, chciał zmieniać zastałą rzeczywistość, uczyć ludzi bycia lepszymi, krytykował skostniałą religię, ludzi którzy wierzą jedynie na pokaz. Myślę, że osoby takie jak my mają z Nim więcej wspólnego, niż ci, którzy uważają się za katolików.

To nie jest tak, ze Kosciol popiera kapitalizm, on jest przeciw komunizmowi. Kosciol jest za tym, zeby ludzie mieli prace, zarabiali godne pieniadze, bo bez tego ludzie nie maja szacunku do samych siebie. Praca potrzebna jest zeby godnie zyc. Jesli nie starcza ci na jedzenie albo nie masz pieniedzy, zeby ubrac wlasne dzieci, to nie masz wolnosci i latwo toba manipulowac. Ja widze to bardzo dokladnie tutaj, we Wloszech, w malym miasteczku w ktorym mieszkam. Politycy robia wszystko, zeby ludzie byli od nich zalezni, zeby musieli przychodzic i prosic ich o przysluge. Oni obiecaja prace (na kilka miesiecy) a w zamian chca zebys na nich glosowala w przyszych wyborach. I ludzie to robia. Bledne kolo. Mad


Popieranie prawicy przez KK wiąże się z przyzwoleniem na kapitalizm, nawet na stronach katolickich widziałam w polecanych strony kapitalistyczne. A co do komunizmu to KK i prawica mają jakiegoś bzika na tym punkcie, dla nich każdy socjalista to komunista i to w mocno totalitarnym wydaniu. Ten system ma sporo wad, jednak nie wszystko, co komunistyczne jest złe. Równość, edukacja, opieka zdrowotna, godna praca i pewna emerytura dla wszystkich, powinny być priorytetem w każdym państwie, jednak sprawowanie władzy przez złych ludzi doprowadza do tragedii. Ja osobiście komunistką nie jestem i nigdy nie zagłosowałabym na komunistów i wkurza mnie, że każdy "lewak" to według niektórych też komunista. Choć z drugiej strony nie popieram też partii "chrześcijańskich", bo wiem, że oznaczałoby to powrót do średniowiecza. Zgadzam się z enamordą, że KK coraz bardziej zapomina o Jezusie, gdyby kierowali się Jego naukami to świat byłby przyjaznym miejscem dla wszystkich. Niestety źli ludzie pod płaszczem swojej "wielkiej wiary" wyrządzają wiele krzywd, bo chodzi im tylko o to, by dopchać się do władzy lub osiągnąć jakieś inne korzyści. Wkurza mnie, gdy np. taki Korwin twierdzi, że jest katolikiem, przecież to, co robi nie ma nic wspólnego z naukami Jezusa. Jeśli Jezus ponownie pojawiłby się na Ziemi, to jestem przekonana, że niestety skończyłoby się to dla Niego jak wcześniej, przez takich oszołomów jak Korwin, Terlikowscy i ISIS...

Wkurza mnie też w KK dyskryminacja kobiet. Kobiety powinny mieć takie same prawa w KK jak mężczyźni, mamy XXl wiek, a kobieta nadal nie może zostać papieżem, a nawet kapłanką. Nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia. Ostatnio KK narzeka na kryzys powołań kapłanów, niech w końcu dopuszczą kobiety do wyższych stanowisk.

Manterola napisał:
Problemem jest wg mnie to, ze Kosciol to ludzie, a ludzie sa niedoskonali. Same zalozenia sa dobre, glowne nauki sa dobre, przemyslane i zgodne z tym co mowil Jezus. Problem pojawia sie tam, ze potem sa one zle przekazywane. Ksieza, nauczyciele religii, zwykli ludzie, kazdy interpretuje to co slyszy na swoj sposob.

Zgadza się i właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze.
Manterola napisał:
Ja jestem teologiem z wyksztalcenia, ale nie popieram wszystkiego co mi ksiadz mowi. Mialam na przyklad w rodzinie sytuacje, gdzie ksiadz odmowil chrztu mojej malej siostrzenicy bo jej rodzice nie sa malzenstwem. Strasznie mnie to wkurzylo, bo on wg mnie nie ma do tego prawa, no ale coz mozesz takiemu ksiedzu zrobic? Nic. Trzeba poszukac kogos lepszego.
Uwazam tez, ze ksieza o wiele za duza wage przywiazuja do seksu i wlasnie faktu czy ktos jest po slubie czy nie. Jako teolog rozumiem filozofie za tym stojaca, ale mysle, ze to jest jedna z najmniej waznych rzeczy. Niestety lata naciskania i zwracania uwagi na seksualnosc zrobilo swoje.

W moim mieście jest podobnie. Proboszcz nie zezwala na chrzczenie dzieci par bez ślubu kościelnego. Nie rozumiem tego, takie zachowanie przypomina mi apostołów strofujących dzieci, gdy chciały dotknąć Jezusa. Skoro Jezus wtedy oburzył się i powiedział "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie zabraniajcie im, bo do takich należy królestwo Boże.", to jakim prawem ksiądz odmawia chrztu dziecka? W takiej sytuacji zachowuje się jak strofujący apostołowie, a nie jak Jezus...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
enamorada
Administrator



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 8166
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Słupsk (woj. pomorskie)
Płeć: women

PostWysłany: Pią 23:35, 31 Mar 2017    Temat postu:

Suerte napisał:
Jasne, że tak, szczególnie widać to wśród kobiet. Mężczyźni bardzo chętnie wykorzystują religię do straszenia kobiet piekłem, Bogiem, podczas gdy sami robią, co im się podoba. Wiem, że teraz mocno generalizuję, aczkolwiek w większości przypadków tak to właśnie wygląda, co widać również obecnie w naszym mocno prawicowym rządzie.

Czy ja wiem... Ci na górze rzeczywiście chętnie wykorzystują religię do ubezwłasnowolnienia kobiet, ale zwykli szarzy mężczyźni... wydaje mi się, że oni też w większości są po prostu zmanipulowani przez tych "z góry" (kler, polityków). Religią i zaszczepianiem w umysłach niebezpiecznych ideologii, jak nacjonalizm chociażby, chcą odwrócić uwagę zwykłych ludzi od tego, co jest prawdziwą przyczyną ich problemów. Ciągle wymyśla się jakiś nowych urojonych wrogów (homoseksualiści, lewica, "ideologia gender", w końcu uchodźcy) żeby tylko tworzyć sztuczne podziały między ludźmi. Nie przepadam za osobami popierającymi skrajną prawicę, ale w gruncie rzeczy są oni w pewnym sensie ofiarami. Tamci ludzie są pełni agresji, a władza (i myślę, że kościół również) wie, że tą agresję muszą gdzieś wyładować. Co więc najlepiej zrobić? Wymyślić wrogów aby przypadkiem tej agresji nie wyładowano tam, gdzie powinno się to zrobić - na nich.

Suerte napisał:
Ja nie odniosłam takiego wrażenia i myślę, że raczej nikt nie powinień zarzucać Ci tego, że nie znosisz ludzi wierzących (chyba, że jakiś totalny ignorant). Niczego nikomu nie narzucasz, każdy ma prawo do swojego punktu widzenia. Smile

Ale na wszelki wypadek postanowiłam wyjaśnić tą kwestię, żeby później nikt mnie nie oskarżał o poglądy, z którymi się nie utożsamiam.

Suerte napisał:
Podobnie było w czasach konkwisty, gdy Indianie na początku myśleli, że najeźdźcy to bogowie. Choć w tym przypadku konkwistadorzy akurat nie wykazali się większą wiedzą od nich, a większą brutalnością. Znaleziono dowody na to, że Inkowie przeprowadzali bardziej skomplikowane operacje medyczne niż my obecnie, zresztą nie tylko w tym przewyższali europejczyków, jednak łatwiej konkwistadorom było rozpowszechniać fałszywe informacje na temat ich brutalności i dzikości, aby w ten sposób usprawiedliwić swoje podłe czyny.

Tak zupełnie bez powodu nie wzięto Europejczyków za bogów. Według samych podań Indian ich bogowie mieli jasną skórę i przypominali właśnie Europejczyków. Czytałam jakiś czas temu niezwykle ciekawą książkę "Oś świata" Igora Witkowskiego, która była próbą zebrania i poskładania ze sobą faktów na temat czegoś co nazywam "cywilizacją X". Wyłonił się z tego obraz globalnej cywilizacji wyglądem przypominającej nas, Europejczyków właśnie, choć tamci ludzie podobno różnili się... długością uszu. W tradycji ludów zamieszkujących Wyspę Wielkanocną istniał nawet podział na "długouchych" (tak to się dosłownie tłumaczy z ich języka), którzy posiadali większą wiedzę i sprawowali wyższe funkcje oraz na podległych im "krótkouchych". Ci drudzy w końcu wkurzyli się na pierwszych i wymordowali ich. W sumie historia Wyspy Wielkanocnej niestety przypomina mi zagrożenia, przed którymi obecnie stoi świat, tyle że w mini skali. Zniszczyła ich dewastacja środowiska wyspy, przeludnienie i związany z tym głód. Ponoć "długousi" jako ci mądrzejsi byli tego świadomi i ostrzegali "krótkouchych", którzy z kolei w ogóle nie rozumieli zagrożenia i to właśnie było przyczyną wkurzenia się na "długouchych" i ich wymordowania. "Krótkousi" byli niewykształceni, nie umieli czytać i pisać, więc wiedza ich ludu upadła. Chociaż tego akurat nie czytałam w książce Witkowskiego. Za to jest tam portret jednego z ostatnich "długouchych" sporządzony przez członka wyprawy Cooka. I rzeczywiście miał długie uszy, brodę, wąsy (których nie posiada tamtejsza ludność) i zupełnie "europejską" twarz. Na terenie Azji też żyli biali ludzie, nazywali się chyba Ajnowie (nie jestem pewna nazwy) i na ich temat również jest niezwykle mało informacji. W Argentynie z kolei żyje bardzo nieliczne plemię Indian, którzy do złudzenia przypominają wyglądem... Skandynawów. Oni sami twierdzą, że żyją na tych terenach od dawna, nie mieszali się z przybyłymi na tamte tereny Europejczykami, z resztą są "jaśniejsi" od przeciętnych Hiszpanów. W Argentynie znaleziono ślady osadnictwa sprzed 30 tys. lat i prawdopodobnie to oni właśnie byli pierwsi na tych ziemiach. Na terenie Europy pozostałością po tej cywilizacji są prawdopodobnie Baskowie żyjący na północy Hiszpanii i uważani za najstarszy lud w Europie. Witkowski poruszył też kwestię podobieństw pomiędzy językami nieprzypisanymi do żadnych grup, jak właśnie baskijski, węgierski czy japoński. I naprawdę istnieją pewne podobieństwa! Inną niezwykle ciekawą rzeczą jest położenie miejsc związanych z "cywilizacją X" jak wspomniana Wyspa Wielkanocna, Mohendżo Daro (gdzie uwaga, znaleziono radioaktywne szkielety, a w samym mieście jest podwyższony poziom promieniowania i zeszklone pod wpływem ogromnej temperatury budynki, z resztą dość łatwo znaleźć na ten temat materiały, więc nie będę się tu rozpisywać) i Nan Madol (ruiny nieznanej cywilizacji położone na jednej z pacyficznych wysp). Co jest w tym ciekawego? Wyspa Wielkanocna i Mohendżo Daro są położone symetrycznie względem równika i prawie idealnie po przeciwnych stronach globu. Nan Madol, którego nazwa oznacza "w połowie drogi" zgadnijcie gdzie leży Wink W połowie drogi miedzy Wyspą Wielkanocną a Mohendżo Daro Smile Pismo rongo-rongo z Wyspy Wielkanocnej (nieodczytane do dziś) jest lustrzanym odbiciem pisma z Mohendżo Daro. Całe szczęście, że nie przeczytałam jeszcze książek Hancocka, bo wtedy to już w ogóle napisałabym tu cały wykład Razz Ale książkę "Oś świata" bardzo polecam, to kopalnia wiedzy na ten temat, poparta wieloma źródłami.

Suerte napisał:
Niestety zawsze znajdą się osoby, które mimo dobrego wychowania, środowiska i braku większych problemów, wyrządzają wiele zła. Choć możliwe, że w takich przypadkach wiąże się to z jakąś niewykrytą chorobą psychiczną. Zgadzam się z tym, że większość złych czynów wynika z wcześniejszych przeżyć, które też mogą doprowadzić do takiego stanu. Dlatego jeśli ktoś czuje w sobie potrzebę krzywdzenia innych osób, powinien się leczyć wszelkimi dostępnymi metodami. Brak empatii i szacunku do innych to też dla mnie oznaka choroby psychicznej.

I to są właśnie psychopaci, ale psychopatia nie jest niestety uleczalna, jest wrodzona i właściwie nie wiadomo nawet, czy traktować ją w kategoriach choroby, bo psychopata nie ma żadnych zaburzeń w odbiorze rzeczywistości. Najczęściej są to ludzie, którzy zachodzą w życiu daleko dzięki brakowi skrupułów, kierują się zimną logiką i nie potrafią odczuwać żadnych głębszych uczuć. Obraz tej choroby (?) jest zazwyczaj mocno zniekształcony i większość ludzi tak naprawdę nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Psychopata wcale nie musi nikogo mordować, czy popełniać przestępstw (choć ma do tego o wiele większe skłonności niż zwykły człowiek), może być nim np. ktoś znęcający się psychicznie nad rodziną, w oczach innych uchodzący za ideał (psychopaci są mistrzami manipulacji), lub szef-tyran, który notorycznie wykorzystuje swoich pracowników, podobno w tych czasach żyje większy odsetek psychopatów niż kiedykolwiek... (choć tej ostatniej informacji nie weryfikowałam i nie wiem, czy jest prawdziwa). Na temat psychopatii też posiadam ciekawą książkę, więc może lepiej już skończę Very Happy

Suerte napisał:
Świetnie, że tak szybko udało Ci się odzwyczaić od mięsa. Smile U mnie trwało to dłużej być może ze względu na to, że jedłam go dość sporo.

Możliwe, że ma to jakiś wpływ, bo ja z kolei nigdy nie przepadałam za mięsem, najgorsze były te tłuste kawałki, jak trafiłam na choćby najmniejszy z nich, od razu miałam odruchy wymiotne, tak więc jedzenie mięsa wiązało się u mnie z dłuuugim grzebaniem w talerzu. Nie było to ani miłe, ani estetyczne, więc dobrze, że teraz już nie mam tego problemu i nie muszę stresować się w gościach, że przypadkiem połknę kawałek tłustego mięsa (bo oczywiście w gościach o grzebaniu w talerzu nie mogło być mowy).

Manterola napisał:
To nie jest tak, ze Kosciol popiera kapitalizm, on jest przeciw komunizmowi. Kosciol jest za tym, zeby ludzie mieli prace, zarabiali godne pieniadze, bo bez tego ludzie nie maja szacunku do samych siebie. Praca potrzebna jest zeby godnie zyc. Jesli nie starcza ci na jedzenie albo nie masz pieniedzy, zeby ubrac wlasne dzieci, to nie masz wolnosci i latwo toba manipulowac. Ja widze to bardzo dokladnie tutaj, we Wloszech, w malym miasteczku w ktorym mieszkam. Politycy robia wszystko, zeby ludzie byli od nich zalezni, zeby musieli przychodzic i prosic ich o przysluge. Oni obiecaja prace (na kilka miesiecy) a w zamian chca zebys na nich glosowala w przyszych wyborach. I ludzie to robia. Bledne kolo. Mad

Tyle, że dla kościoła (a przynajmniej patrząc z perspektywy Polski, bo jak jest pod tym względem we Włoszech i innych krajach nie mam pojęcia) każdy lewicowy program wyborczy jest uważany za komunizm. A system kapitalistyczny w jego czystej postaci to wyzysk słabszych przez silniejszych, widać to w krajach rozwijających się, tam to właściwie mamy już niewolnictwo, a nie kapitalizm. Komunizm był dobry jako idea, ale nie oszukujmy się, to była utopia, która nie miała i nadal nie ma prawa bytu w obecnym świecie. Tak naprawdę, to nigdy nie wdrążono go w życie, państwa nazywane "komunistycznymi" posiadały tak czy inaczej swoje elity, które po prostu weszły na miejsce starych, wolno im było znacznie więcej, więc o żadnej równości wszystkich ludzi nie mogło być nawet mowy. Kompletnie wypaczyli całą ideę i zniechęcili do niej chyba cały świat. A tak wracając do tematu kościoła, to mi osobiście jest już bardzo trudno uwierzyć w jego dobre intencje. Nienawidzili komunizmu, bo komunizm promował ateizm i czysto materialistyczne podejście do świata, więc był zagrożeniem. Poza tym komuniści pozabierali majątki kościelne i to był drugi powód, dla którego kościół ich znienawidził. Dobro ludzi to raczej ostatni powód, dla którego mogliby nienawidzić komunistów. Myślę, że gdyby komuniści narzucili ludziom obowiązkową wiarę chrześcijańską oraz obsadzili kilku duchownych na najwyższych stanowiskach w kraju, nie mieliby nic przeciwko ich rządom.

Suerte napisał:
A co do komunizmu to KK i prawica mają jakiegoś bzika na tym punkcie, dla nich każdy socjalista to komunista i to w mocno totalitarnym wydaniu. Ten system ma sporo wad, jednak nie wszystko, co komunistyczne jest złe. Równość, edukacja, opieka zdrowotna, godna praca i pewna emerytura dla wszystkich, powinny być priorytetem w każdym państwie, jednak sprawowanie władzy przez złych ludzi doprowadza do tragedii.

Dokładnie, jak już wspomniałam sama idea była dobra, ale ludzie nie byli gotowi, by tak naprawdę wdrążyć ją w życie. Na szczęście jednak niektóre z tych pomysłów (jak te, które wspomniałaś) stały się standardem w cywilizowanych krajach.

Suerte napisał:
Niestety źli ludzie pod płaszczem swojej "wielkiej wiary" wyrządzają wiele krzywd, bo chodzi im tylko o to, by dopchać się do władzy lub osiągnąć jakieś inne korzyści. Wkurza mnie, gdy np. taki Korwin twierdzi, że jest katolikiem, przecież to, co robi nie ma nic wspólnego z naukami Jezusa. Jeśli Jezus ponownie pojawiłby się na Ziemi, to jestem przekonana, że niestety skończyłoby się to dla Niego jak wcześniej, przez takich oszołomów jak Korwin, Terlikowscy i ISIS...
No właśnie "pod płaszczykiem wiary", bo wątpię, żeby naprawdę byli ludźmi wierzącymi. Gdyby wierzyli, że dusza żyje po śmierci i musi ponieść konsekwencje wszystkich swoich czynów, zachowywaliby się zupełnie inaczej. Większość wierzy, bo tak ich nauczono, ale w rzeczywistości zdają się nie mieć większych potrzeb duchowych, pójdą do kościoła "bo co ludzie powiedzą?!", przyjmują poglądy księdza jako swoje by czuć się częścią danej społeczności, nie odstawać od niej, ale gdzie w tym wszystkim duchowość, ja się pytam? Nigdy jej tam nie znalazłam... Wszystko wydawało być się jakieś płytkie i na pokaz. Zbiór rytuałów, które wydawały się czystą abstrakcją i nic z nich nie wynikało. Nie mówię, że nie istnieją naprawdę głęboko wierzący chrześcijanie, którzy korzystając z tej religii pragną być bliżej Boga i naśladując Chrystusa chcą być coraz lepszymi ludźmi. Ale mam wrażenie, że to zdecydowana mniejszość tych, którzy chrześcijanami się mianują.

Suerte napisał:
Ostatnio KK narzeka na kryzys powołań kapłanów, niech w końcu dopuszczą kobiety do wyższych stanowisk.

Wątpię, by im to już zbyt wiele pomogło Twisted Evil Sądzę, że ta instytucja dłużej niż 50-100 lat nie pociągnie. Co więcej, myślę, że oni sami zdają sobie z tego sprawę i dlatego ostatnio stali się tacy agresywni próbując pozyskać nowych wiernych (więc mamy chwilowe odrodzenie się fanatyzmów, bo islamu też się to tyczy). Ale wizerunkowo byłoby to dobre.

Manterola napisał:
Uwazam tez, ze ksieza o wiele za duza wage przywiazuja do seksu i wlasnie faktu czy ktos jest po slubie czy nie. Jako teolog rozumiem filozofie za tym stojaca, ale mysle, ze to jest jedna z najmniej waznych rzeczy. Niestety lata naciskania i zwracania uwagi na seksualnosc zrobilo swoje.

Ja niestety nie rozumiałam nigdy filozofii za tym stojącej. To demonizowanie seksu wydawało mi się abstrakcją. Wypieranie się swojej seksualności niczemu dobremu nie służy. To z tego rodzą się podobne obsesje, dostrzeganie podtekstów seksualnych tam, gdzie ich nie ma i pilnowanie innych, by przypadkiem nie mieli lepiej. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bogu miałoby się nie podobać, że ludzie nawzajem sprawiają sobie przyjemność i są szczęśliwi? Dlaczego i jak miałoby to przeszkadzać komuś w byciu dobrym człowiekiem? Czy to nie jest tak, że szczęśliwy człowiek ma w sobie więcej chęci do czynienia dobra, pomagania innym ludziom? Gdyby Bóg nie chciał, żeby ludzie odczuwali przyjemność podczas seksu, stworzyłby ich inaczej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Suerte
Gwiazda Latino



Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 1743
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Sob 22:47, 01 Kwi 2017    Temat postu:

enamorada napisał:
Nie przepadam za osobami popierającymi skrajną prawicę, ale w gruncie rzeczy są oni w pewnym sensie ofiarami. Tamci ludzie są pełni agresji, a władza (i myślę, że kościół również) wie, że tą agresję muszą gdzieś wyładować. Co więc najlepiej zrobić? Wymyślić wrogów aby przypadkiem tej agresji nie wyładowano tam, gdzie powinno się to zrobić - na nich.

Dla mnie osoby popierające skrajną prawicę to osoby zakompleksione. Kobiety z niskim poczuciem własnej wartości, oraz mężczyźni panicznie bojący się emancypacji kobiet. Myślą, że jedynym sposobem zdobycia kobiety są dobra materialne, jeśli nie posiadają żadnego majątku to znajdują sobie stłamszone kobiety, które uważają, że ze względu na płeć są gorsze od mężczyzn, więc bezkrytycznie ich słuchają. Natomiast ci bardziej majętni często wiążą się interesownymi kobietami, nic więc dziwnego, że nienawidzą kobiet, skoro takie leżą w kręgu ich zainteresowań.

enamorada napisał:
Tak zupełnie bez powodu nie wzięto Europejczyków za bogów. Według samych podań Indian ich bogowie mieli jasną skórę i przypominali właśnie Europejczyków.

Też o tym czytałam i to niestety pokazuje jak łatwo zwykłego człowieka uznać za Boga. W Boliwii są osoby, które modlą się do...Che Guevary, jedni uważają go za świętego, ze względu na poświęcenie dla uciemiężonych, inni zaś wierzą w to, że Che był bogiem i obecnie znajduje się w odłamach skalnych zamieniony w głaz i oczekuje nadejścia godziny swego wskrzeszenia. Rozumiem podziw i szacunek dla działań Che Guevary, ale traktowanie go jak świętego jest grubą przesadą, choć jestem pewna, że gdyby walczył z Biblią, a nie Marksem na ustach, to pewnie już dawno zostałby uznany za świętego przez KK.

enamorada napisał:
Czytałam jakiś czas temu niezwykle ciekawą książkę "Oś świata" Igora Witkowskiego, która była próbą zebrania i poskładania ze sobą faktów na temat czegoś co nazywam "cywilizacją X". Wyłonił się z tego obraz globalnej cywilizacji wyglądem przypominającej nas, Europejczyków właśnie, choć tamci ludzie podobno różnili się... długością uszu. W tradycji ludów zamieszkujących Wyspę Wielkanocną istniał nawet podział na "długouchych" (tak to się dosłownie tłumaczy z ich języka), którzy posiadali większą wiedzę i sprawowali wyższe funkcje oraz na podległych im "krótkouchych". Ci drudzy w końcu wkurzyli się na pierwszych i wymordowali ich. W sumie historia Wyspy Wielkanocnej niestety przypomina mi zagrożenia, przed którymi obecnie stoi świat, tyle że w mini skali. Zniszczyła ich dewastacja środowiska wyspy, przeludnienie i związany z tym głód. Ponoć "długousi" jako ci mądrzejsi byli tego świadomi i ostrzegali "krótkouchych", którzy z kolei w ogóle nie rozumieli zagrożenia i to właśnie było przyczyną wkurzenia się na "długouchych" i ich wymordowania. "Krótkousi" byli niewykształceni, nie umieli czytać i pisać, więc wiedza ich ludu upadła. Chociaż tego akurat nie czytałam w książce Witkowskiego. Za to jest tam portret jednego z ostatnich "długouchych" sporządzony przez członka wyprawy Cooka. I rzeczywiście miał długie uszy, brodę, wąsy (których nie posiada tamtejsza ludność) i zupełnie "europejską" twarz.

Ciekawe tezy, jeśli będę miała okazję to chętnie sięgnę po tę książkę. Smile

enamorada napisał:
Na terenie Azji też żyli biali ludzie, nazywali się chyba Ajnowie (nie jestem pewna nazwy) i na ich temat również jest niezwykle mało informacji. W Argentynie z kolei żyje bardzo nieliczne plemię Indian, którzy do złudzenia przypominają wyglądem... Skandynawów.

To może być zasługa antropologów zajmujących się badaniami na tych terenach, a nawet turystów. W wielu plemionach indiańskich, gdy dochodzi do współżycia, to kobieta, że tak kolokwialnie rzecz ujmę, odwala całą robotę, więc gdy jakiś przybysz z zagranicy zaczynał romansować z Indianką, ta szybko rozpuszczała plotki o jego "umiejętnościach", a skutkiem tego była ciekawość koleżanek i liczne stosunki, z których potem rodziły się dzieci. Czytałam kiedyś o tym w książkach podróżniczych.

enamorada napisał:
Na terenie Europy pozostałością po tej cywilizacji są prawdopodobnie Baskowie żyjący na północy Hiszpanii i uważani za najstarszy lud w Europie. Witkowski poruszył też kwestię podobieństw pomiędzy językami nieprzypisanymi do żadnych grup, jak właśnie baskijski, węgierski czy japoński.

Jak już jesteśmy przy tym temacie, to muszę powiedzieć, że baskijski bardzo mnie intryguje, głównie ze względu na to, że jest jedynym językiem, który przetrwał latynizację półwyspu iberyjskiego. Stąd też znaczące różnice pomiędzy baskijskim a kastylijskim. Moim zdaniem w Hiszpanii powinni zacząć uczyć go w każdej szkole, szkoda by było, gdyby kiedyś wymarł.

enamorada napisał:
I to są właśnie psychopaci, ale psychopatia nie jest niestety uleczalna, jest wrodzona i właściwie nie wiadomo nawet, czy traktować ją w kategoriach choroby, bo psychopata nie ma żadnych zaburzeń w odbiorze rzeczywistości. Najczęściej są to ludzie, którzy zachodzą w życiu daleko dzięki brakowi skrupułów, kierują się zimną logiką i nie potrafią odczuwać żadnych głębszych uczuć. Obraz tej choroby (?) jest zazwyczaj mocno zniekształcony i większość ludzi tak naprawdę nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Psychopata wcale nie musi nikogo mordować, czy popełniać przestępstw (choć ma do tego o wiele większe skłonności niż zwykły człowiek), może być nim np. ktoś znęcający się psychicznie nad rodziną, w oczach innych uchodzący za ideał (psychopaci są mistrzami manipulacji), lub szef-tyran, który notorycznie wykorzystuje swoich pracowników, podobno w tych czasach żyje większy odsetek psychopatów niż kiedykolwiek... (choć tej ostatniej informacji nie weryfikowałam i nie wiem, czy jest prawdziwa). Na temat psychopatii też posiadam ciekawą książkę, więc może lepiej już skończę Very Happy

Generalnie problem leży też w tym, że dla wielu ludzi choroby psychiczne stanowią tabu. Nie tylko w przypadkach, w których osoby na nie cierpiące stanowią zagrożenie dla innych, ale również w przypadłościach, gdy chory stanowi dla samego siebie potencjalne zagrożenie. Jakoś nikt nie powie do osoby ze złamaną nogą, żeby zaczęła tańczyć salsę, a osoby borykające się z depresją wysłuchują tekstów w stylu "ogarnij się", itd. Bagatelizuje się też zachowania świadczące o tym, że ktoś może mieć problem, wskutek czego niekiedy dochodzi do tragedii. Crying or Very sad

enamorada napisał:
Komunizm był dobry jako idea, ale nie oszukujmy się, to była utopia, która nie miała i nadal nie ma prawa bytu w obecnym świecie. Tak naprawdę, to nigdy nie wdrążono go w życie, państwa nazywane "komunistycznymi" posiadały tak czy inaczej swoje elity, które po prostu weszły na miejsce starych, wolno im było znacznie więcej, więc o żadnej równości wszystkich ludzi nie mogło być nawet mowy. Kompletnie wypaczyli całą ideę i zniechęcili do niej chyba cały świat.

Zgadza się. Ten system mógłby funkcjonować tylko wtedy, gdy u władzy byliby dobrzy i uczciwi ludzie, a powiedzmy sobie szczerze - tacy najrzadziej obejmują wysokie stanowiska, dlatego najlepszym rozwiązaniem jest demokracja, która u nas de facto w wielu kwestiach istnieje tylko w teorii. Skoro obecny rząd tak bardzo nienawidzi komunizmu, nie powinien wcielać w życie iście komunistycznych pomysłów, jak np. ujednolicenie cen książek, czy cenzura w TV.
Rozmawiałam kiedyś z Hiszpanem, który nie ukrywał swoich komunistycznych zapatrywań, głównie brało się to z niechęci do dyktatury Franco. Popieranie jakiś dziwnie skrajnych odłamów czy to prawicowych niewolniczo-kapitalistycznych, czy lewicowych komunistycznych, nigdy prowadzi do dobrego. Niestety ludzie przez przykre przeżycia często nieświadomie uciekają z jednej klatki do drugiej. Ja nie rozumiem, jak w XXl wieku można być fanem Związku Radzieckiego, wystarczy elementarna wiedza historyczna, a jak to nie ostudzi komunistycznych zapatrywań, wycieczka do byłego kraju komunistycznego (albo do któregoś z obecnych). Pamiętam, że kibice podczas Euro 2012 krytykowali naszą komunistyczna architekturę. Swoją drogą fajnie by było, gdyby ktoś w miejsce tych przygnębiających blokowisk wybudował jakieś ładne osiedla. Trzeba przyznać, że nawet poniemieckie kamieniczki, jeśli są odnowione, mają w sobie więcej uroku niż pozostałości po komunistycznym reżimie w postaci brzydkich "kloców".

enamorada napisał:
No właśnie "pod płaszczykiem wiary", bo wątpię, żeby naprawdę byli ludźmi wierzącymi. Gdyby wierzyli, że dusza żyje po śmierci i musi ponieść konsekwencje wszystkich swoich czynów, zachowywaliby się zupełnie inaczej. Większość wierzy, bo tak ich nauczono, ale w rzeczywistości zdają się nie mieć większych potrzeb duchowych, pójdą do kościoła "bo co ludzie powiedzą?!", przyjmują poglądy księdza jako swoje by czuć się częścią danej społeczności, nie odstawać od niej, ale gdzie w tym wszystkim duchowość, ja się pytam? Nigdy jej tam nie znalazłam... Wszystko wydawało być się jakieś płytkie i na pokaz. Zbiór rytuałów, które wydawały się czystą abstrakcją i nic z nich nie wynikało. Nie mówię, że nie istnieją naprawdę głęboko wierzący chrześcijanie, którzy korzystając z tej religii pragną być bliżej Boga i naśladując Chrystusa chcą być coraz lepszymi ludźmi. Ale mam wrażenie, że to zdecydowana mniejszość tych, którzy chrześcijanami się mianują.

Właśnie to jest najgorsze, gdy ludzie zapominają, po co w ogóle przychodzą do Kościoła. Tak samo wkurza mnie robienie z niego bazaru. Mad Trzeba przyznać, że niektórzy chodzą na mszę tylko po to, żeby np. poplotkować, albo popatrzeć w sufit. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że takim osobom daleko jest do dobrych chrześcijan. Gdyby rzeczywiście przestrzegali zasad, to świat byłby dobrym i przyjaznym miejscem. Jest ogromna różnica pomiędzy osobami, które udają, że wierzą, a takimi, które rzeczywiście kochają Boga.

enamorada napisał:
Wątpię, by im to już zbyt wiele pomogło Twisted Evil Sądzę, że ta instytucja dłużej niż 50-100 lat nie pociągnie. Co więcej, myślę, że oni sami zdają sobie z tego sprawę i dlatego ostatnio stali się tacy agresywni próbując pozyskać nowych wiernych (więc mamy chwilowe odrodzenie się fanatyzmów, bo islamu też się to tyczy). Ale wizerunkowo byłoby to dobre.

A ja myślę, że to byłby duży krok do przodu. KK tworzą głównie mężczyźni (mam na myśli oczywiście te "najwyższe stanowiska"), więc kapłaństwo kobiet wiele by zmieniło.

Edit:
Btw. Zapewne słyszeliście o tej sytuacji: [link widoczny dla zalogowanych] Coś strasznego. Sad Nie ma co się dziwić, że Polki nie chcą rodzić w naszym kraju, skoro zupełnie nie dba się o zdrowie i życie kobiet i dzieci. Mad I takie piekło stwarza im rząd, który rzekomo broni życia i zdrowia każdej istoty? Mało ma to wspólnego z ich działaniami.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Suerte dnia Czw 21:28, 13 Kwi 2017, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Manterola
Gwiazda Latino



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 2697
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Nie 21:54, 02 Kwi 2017    Temat postu:

enamorada napisał:

Ja niestety nie rozumiałam nigdy filozofii za tym stojącej. To demonizowanie seksu wydawało mi się abstrakcją. Wypieranie się swojej seksualności niczemu dobremu nie służy. To z tego rodzą się podobne obsesje, dostrzeganie podtekstów seksualnych tam, gdzie ich nie ma i pilnowanie innych, by przypadkiem nie mieli lepiej. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bogu miałoby się nie podobać, że ludzie nawzajem sprawiają sobie przyjemność i są szczęśliwi? Dlaczego i jak miałoby to przeszkadzać komuś w byciu dobrym człowiekiem? Czy to nie jest tak, że szczęśliwy człowiek ma w sobie więcej chęci do czynienia dobra, pomagania innym ludziom? Gdyby Bóg nie chciał, żeby ludzie odczuwali przyjemność podczas seksu, stworzyłby ich inaczej.


Niestety to nie jest takie proste. Nie chodzi o wypieranie sie swojej seksualnosci, ale o inteligentne nia zarzadzanie. Bo spanie z kazdym (dotyczy to zarowno kobiet jak i mezczyzn) jest przyjemne, ale czy prowadzi do dobrych rzeczy? Np facet ktory spal z mnostwem dziewczyn, czy bedzie umial potem docenic, czy dochowac wiernosci swojej partnerce? Albo dziewczyna, ktora poszla do lozka z facetem z milosci, dowiaduje sie dzien potem, ze dla niego to byla tylko przygoda na jedna noc. Miejmy nadzieje, ze nie zaszla w ciaze.
Chodzi o to, zeby postepowac "z glowa". Nie dac sie wykorzystac, i nie dac sie skrzywdzic. Kosciol, jak juz powiedzialam, zademonizowal za bardzo seks. Kladzie sie na niego za duzy nacisk. A na poczatku, chodzilo o to, zeby szanowac siebie i swoje cialo, dla naszego wlasnego dobra.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Suerte
Gwiazda Latino



Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 1743
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Pon 18:48, 17 Kwi 2017    Temat postu:

Manterola napisał:
Niestety to nie jest takie proste. Nie chodzi o wypieranie sie swojej seksualnosci, ale o inteligentne nia zarzadzanie. Bo spanie z kazdym (dotyczy to zarowno kobiet jak i mezczyzn) jest przyjemne, ale czy prowadzi do dobrych rzeczy? Np facet ktory spal z mnostwem dziewczyn, czy bedzie umial potem docenic, czy dochowac wiernosci swojej partnerce? Albo dziewczyna, ktora poszla do lozka z facetem z milosci, dowiaduje sie dzien potem, ze dla niego to byla tylko przygoda na jedna noc. Miejmy nadzieje, ze nie zaszla w ciaze.

Zgadza się, a takich sytuacji jest niestety coraz więcej.

Manterola napisał:
Kosciol, jak juz powiedzialam, zademonizowal za bardzo seks. Kladzie sie na niego za duzy nacisk. A na poczatku, chodzilo o to, zeby szanowac siebie i swoje cialo, dla naszego wlasnego dobra.

Wydaje mi się, że w to w dużej mierze spowodowane jest tym, że niektórzy duchowni nie nadają się do życia w celibacie. Jeśli kogoś celibat doprowadza do nienawiści, to moim zdaniem powinien wybrać inną drogę w życiu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Suerte
Gwiazda Latino



Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 1743
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Czw 23:05, 25 Maj 2017    Temat postu:

A propos tragicznego wydarzenia z 22 maja: [link widoczny dla zalogowanych] - w Polsce niestety pod tym względem jest podobnie. Jak byłam na koncercie Q+AL zanim weszliśmy, organizatorzy mówili przez megafon, że będą sprawdzać torebki, plecaki, itd. a w praktyce wyglądało to tak, że niczego i nikogo nie sprawdzali. Na innym koncercie kazali ludziom otwierać torebki, ale ochrona nawet dokładnie ich nie sprawdzała, tylko rzucali okiem od niechcenia. Za to, gdy moja koleżanka szła na koncert, ochroniarze kazali jej wyrzucić kanapkę i batona, wiem, że czasem na niektóre koncerty zabraniają wnoszenia żywności, bo chcą, żeby kupować na miejscu, ale to jest przesada. Zresztą dotyczy to nie tylko koncertów, race na meczach piłki nożnej, niezależnie od kraju, to codzienność. Wychodzi na to, że czasem bez problemu wniesiesz ładunek wybuchowy, ale batona już nie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Suerte
Gwiazda Latino



Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 1743
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: women

PostWysłany: Nie 21:19, 21 Sty 2018    Temat postu:

Co myślicie o akcji #metoo? Z jednej strony otworzyła się puszka pandory i dzięki temu sprawcy po latach zostali ukarani przez społeczeństwo, jednak z drugiej strony to dobre narzędzie do wykorzystania przez niewłaściwych ludzi, którzy chcą się na tym wypromować. Nie mówiąc już o tym, że nie wiadomo, czy wszystkie oskarżenia są prawdą, czy nie, a łatka gwałciciela, niezależnie czy słusznie przypięta czy też nie, pozostaje z człowiekiem do końca życia. Smucą mnie też ataki, na osoby, które po latach odważyły się powiedzieć, co ich spotkało. Jeśli sprawca jest winny, a ludzie zrzucają winę na ofiarę to znaczy, że w tej kwestii mamy jeszcze sporo do zrobienia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
enamorada
Administrator



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 8166
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Słupsk (woj. pomorskie)
Płeć: women

PostWysłany: Nie 21:30, 21 Sty 2018    Temat postu:

Ja myślę, że to dobra akcja, aby pokazać ludziom, z jak poważnym problemem mamy do czynienia. Pomogło to też wielu kobietom tłumiącym w sobie czasem całymi latami złe wspomnienia, otworzyć się przed światem, wyznać w końcu to, co je bolało i czasem ukarać sprawców. Nie martwiłabym się aż tak bardzo fałszywymi oskarżeniami, oczywiście, że takie się zdarzają, ale z tego, co słyszałam jest to bardzo niewielki procent wszystkich przypadków. Lepiej, żeby jednak mówiono o takich rzeczach, bo powszechna znajomość problemu stwarza szanse do walki z nim. A jak ktoś chce kogoś oczernić czy wykorzystać, to zrobi to bez względu na to, czy taka akcja będzie, czy nie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
enamorada
Administrator



Dołączył: 27 Cze 2008
Posty: 8166
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Słupsk (woj. pomorskie)
Płeć: women

PostWysłany: Pią 0:40, 30 Mar 2018    Temat postu:

Suerte napisał:
Nie wiem na przykład, skąd wziął się stereotyp o brzydkich Niemkach, widziałam sporo ładnych Niemek, rzeczywiście większość nie przykłada za bardzo wagi do stroju czy przesadnego makijażu, ale na pewno nie są brzydkie. Oczywiście ludzie są różni, jednak u nich bardziej zauważyłam brak szpanowania czy strojenia się z byle powodu. Nam niestety odbija się bycie krajem ex-komunistycznym i fakt, że nie jesteśmy potęgą ekonomiczną i na domiar złego brniemy w kierunku jakiejś prawicowej komuny... Rolling Eyes

Myślę, że ten stereotyp brzydkiej Niemki to po prostu wynik naszych narodowych uprzedzeń, fakt, że niektóre nacje jako ogół wyglądają trochę lepiej, a inne trochę gorzej, np. ludzie z krajów posługujących się językami germańskimi mają nieco ostrzejsze rysy twarzy, ale to nie oznacza przecież, że wszyscy są brzydcy... Jako ciekawostkę przytoczę fakt, że w Algierii sporo osób za najbardziej urodziwy naród uważa właśnie... Niemców. Pewnie dlatego, że kojarzą im się z blond włosami i niebieskimi oczami Twisted Evil Chociaż ja idąc tym tokiem myślenia wybrałabym raczej Skandynawów jako tych najbardziej urodziwych.

Suerte napisał:
Jeżeli ktoś swoją wiarę w Boga opiera na strachu, a nie na miłości to znaczy, że źle ją rozumie. Bogu nie chodzi o to, żeby ludzi straszyć czy tłamsić, on chce dla człowieka dobra i szczęścia. Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek całkowicie odrzuca istnienie Boga, uznając się za wszechmocnego, jak np. w filozofii Nietzschego uważającego, że idealny człowiek to nadczłowiek kierujący się wolą mocy. Później z jego przemyśleń czerpali naziści i wiemy jak się to skończyło... Generalnie zawsze jest tak, że jak człowiek próbuje bawić się w Boga to źle na tym wychodzi. Przede wszystkim dlatego, że nie ma ludzi nieomylnych, a ponadto każdy dostał wolną wolę, więc nikt nie powinien rościć sobie do niej praw. Zauważyłam też, że nawet idee zakładające, że Boga nie ma, zastępują go czymś innym, np. kultem jednostki w komunizmie, czy pieniądza w kapitalizmie. Zresztą bożków w dzisiejszych czasach nie brakuje. Człowiek chcąc nie chcąc ma potrzeby transcendencji, nawet jeśli twierdzi, że Boga nie ma. Nawet wiara w nieistnienie Boga to też wiara, a zasada głosząca żadnych zasad, to też zasada (co za tautologia Laughing).

Trudno mi pokochać kogoś, o kim nic pewnego nie wiem, a nawet nie wiem, czy w ogóle istnieje Wink Przez wiele lat próbowałam poczuć to, co mówiono mi, że powinnam czuć, ale w końcu zrozumiałam, że się nie da. Zawsze porównuję wiarę do uczuć, np. do miłości właśnie. Nie jesteśmy w stanie kontrolować uczuć, a przynajmniej w pełni, bo nie są one racjonalne. Przykład: załóżmy zakochasz się w jakiejś osobie, czujesz, że idealnie do siebie pasujecie, ale wiesz, że ma żonę, dzieci i jest z nimi bardzo szczęśliwy. Możesz sobie tłumaczyć racjonalnie setki razy, że nie ma to żadnego sensu, nie powinnaś kochać danej osoby i jest to nieetyczne. No ale kochasz i nic z tym nie poradzisz. Możesz co najwyżej to uczucie ukrywać, aby nikogo nie krzywdzić, ale samego uczucia nie jest w stanie to zmienić. Z wiarą jest tak samo - poznajesz jakąś koncepcję i albo w nią wierzysz, albo uważasz za wiertutną bzdurę. Nie możesz sobie pewnego dnia powiedzieć, że wierzysz, że Ziemia jest płaska, skoro wszystkie fakty jakie znasz przemawiają za tym, że jest jednak geoidą Wink I tutaj dochodzę do kolejnej kwestii - wiedzy. Tylko ona, tylko nowe fakty, z jakimi się zapoznajemy, czy też nasze własne doświadczenia są w stanie zmienić naszą wiarę bądź nasze uczucia. Z uczuciami do innych osób bywa tak, że czasem kocha się jedynie WYOBRAŻENIE danej osoby, ale gdy poznamy ją lepiej, okazuje się, że jest kimś zupełnie innym niż nam się wydawało i nasze uczucie w ten sposób naturalnie przemija. To samo z wiarą - coś może wydawać się nam prawdziwym bądź bardzo wiarygodnym, ale nagle konfrontujemy się z faktami, które naszą wcześniejszą wiarę podważają i wtedy nasze przekonania się zmieniają (przynajmniej powinny). Ale np. zmiana wiary ot tak, na pstryknięcie palców wydaje mi się czystą farsą. Mam na myśli przypadki, gdy np. partner drugiej osoby jest innego wyznania i ta z miłości przechodzi na jego wiarę (???). Może to zrobić, czemu nie, ale czy ma sens przejmowanie cudzego światopoglądu bez większej refleksji nad nim, bez żadnego wewnętrznego przekonania, tylko ot tak sobie, dla swojego widzimisię? Jak mam to inaczej nazwać jak nie farsą? W ogóle uważam należenie do jakiejkolwiek religii za przejmowanie cudzego światopoglądu Twisted Evil Możesz mieć własne przemyślenia, ale wtedy zostajesz heretyczką, co raczej nie jest mile widziane przez grupy religijne. Mnie religia strasznie przytłaczała. Teraz z perspektywy czasu widzę dopiero, jakie to było cholerne pranie mózgu. Czułam wyrzuty sumienia przez to, że nie potrafię ślepo uwierzyć w to, co mi mówiono. Starałam się, ale jak już powiedziałam wcześniej - po prostu się nie da zmusić do wiary w coś, czego prawdziwości się w sobie nie czuje. Za wyrzutami sumienia szedł strach, bo chociaż nie robiłam nic złego, to bałam się, że z powodu moich odmiennych przekonań w niektórych sprawach zostanę potępiona przez Boga. I to zmuszanie się do rzeczy, na jakie w ogóle nie miałam ochoty, właśnie ze strachu przed karą. W kościele nudziłam się jak mops, nie czułam tam absolutnie żadnej łączności z Bogiem, ale chodziłam, żeby nie złamać jednego z przykazań. To samo ze spowiedzią - okropny stres tylko po to, żeby powiedzieć człowiekowi takiemu samemu jak ja, co takiego bardzo złego zrobiłam (zazwyczaj chodziło o opuszczenie jakiejś mszy czy pomyślenie o kimś źle). Nie czułam żadnego wielkiego oczyszczenia, o jakim mi mówiono, jedynie ulgę, że mam to za sobą, nie miało to dla mnie żadnego głębszego duchowego wymiaru. Bardziej oczyszczona czułam się, gdy sobie solidnie popłakałam, a później już miałam tylko pustkę w umyśle. Wtedy przynajmniej szczerze przeżywałam pewne rzeczy. Teraz uważam, że to w ogóle była jakaś patologiczna sytuacja, na siłę próbować uwierzyć w coś, co kolidowało z moim rzeczywistym światopoglądem, a swój rzeczywisty światopogląd wypierać ze strachu przed Bogiem, w którego nie potrafiłam szczerze uwierzyć Laughing Doszło do tego, że w końcu zaczęłam bać się własnego cienia, miałam okropne koszmary i żyłam w ciągłym strachu, myślałam, że jeszcze trochę, a wyląduję w jakimś psychiatryku Rolling Eyes Na szczęście pewnej pięknej grudniowej nocy wszystko się zmieniło, odwróciło o całe 180 stopni, wtedy postanowiłam, że już koniec z tym oszukiwaniem się, postanowiłam odciąć się od religii i skupić na tym, w co rzeczywiście wierzę. Zniknęły wszelkie lęki, koszmary, dosłownie jak za odjęciem ręki. Dostałam wtedy takiego wielkiego kopa, w dobrym znaczeniu tego słowa Smile Praktycznie od razu zaczęłam szukać jakiegoś pomysłu na siebie, zaczęłam pracować nad własnym charakterem, zapominać o starych krzywdach, myśleć bardziej pozytywnie, doceniać piękno otaczającego mnie świata i wszelkich dobrych rzeczy, jakie mnie spotykają w o wiele większym stopniu niż dotychczas, szukać sposobów, jak żyć bardziej etycznie, jak zrobić coś, by trochę ulżyć światu. To było dla mnie głębsze duchowe przeżycie, niż całe lata zmuszania się do bycia katoliczką. Przeżywałam to intensywnie przez całe kolejne 2 lata Laughing To było coś jak nieustanna euforia spowodowana faktem mentalnego wyzwolenia się od religii, przepiękne uczucie, jakby ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. W ogóle w związku z tym w 2015 chyba ani razu nie miałam żadnego stanu depresyjnego, co jest u mnie czymś dziwnym, bo zazwyczaj jedna depresja na rok musi być Razz Wspominam ten rok jako najlepszy ze wszystkich, jakie przeżyłam. To dlatego od tamtego momentu pałam tak ogromną miłością i sympatią do wszelkich dogmatycznych religii Twisted Evil Po prostu doświadczyłam na sobie samej, jak destrukcyjny wpływ może mieć religia na człowieka, który traktuje sferę duchową bardzo poważnie (na większość nie ma, bo większość tak naprawdę ma to w głębokim poważaniu, a utożsamiają się z religią, bo zostali ochrzczeni, w ogóle tak już musi być i co ludzie powiedzą). Oczywiście można sądzić, że Bóg chce wyłącznie naszego dobra, sama (zakładając jego istnienie) tak myślę, jednak rozmija się to trochę z przekazem religii, która mówi nam, że powinniśmy zawsze bać się Boga i w ogóle jesteśmy okropnie źli, grzeszni i dlatego powinniśmy cierpieć, aby odkupić te swoje rzekome grzechy, a szczęścia to doświadczymy dopiero po śmierci. Należy też wspomnieć, że wiara w Boga nie musi być wcale tożsama z religią. I w ogóle jeśli istnieje taki osobowy Bóg, to raczej nie byłby to Bóg przedstawiany przez żadną religię, bo nie sądzę, że ludzki umysł byłby w stanie pojąć o wiele wyższą od siebie istotę i opisać ją tak, żeby odzwierciedlało to stan faktyczny. Ja już kiedyś zdaje się mówiłam, co sądzę o wszelkich bogach starożytności. Jeśli istnieli, to... nie byli bogami. Kim byli? Nie jestem pewna, ale mocno odbiegali od doskonałości, jakiej oczekuje się od istoty boskiej, byli zbyt ludzcy, walczyli między sobą o władzę, potrafili być mściwi i bezlitośni gdy coś szło nie po ich myśli, zdradzali się, a nawet płodzili potomstwo z ludźmi. Jahwe/El/Enlil też się w to wpisuje.
Jeśli chodzi o potrzebę transcendencji, to jednak nie jestem pewna, czy posiada ją każdy człowiek. Gdy ktoś mi mówi, że nie wierzy w absolutnie nic, czego nie można naukowo zbadać i potwierdzić, to kim jestem, żeby kwestionować jego wewnętrzne przekonanie i wmawiać mu, że jednak w coś musi wierzyć? To, że ja wierzę, że jest coś więcej nie musi oznaczać, że każdy ma podobne odczucia. Nie przemawia do mnie teza, że każdy musi mieć jakiegoś boga, nawet w postaci pieniędzy czy jakiegoś dyktatora. To jest potrzeba ludzi, którzy niestety nie są wewnętrznie całkowicie wolni.
Co do wiary w boskość człowieka - przy pierwszym zetknięciu z taką koncepcją wydaje się być ona okropnie bałwochwalcza, nawet odrzucająca, w końcu jak bardzo zadufanym w sobie trzeba być, żeby uznawać się za istotę boską? Ale przy lepszym zapoznaniu się z podobnym światopoglądem można odkryć, że w gruncie rzeczy nie chodzi o to, że jakiś człowiek uważa siebie i grupę mu podobnych za bogów, a całą resztę za gorszych, którzy powinni się podporządkować. To rzeczywiście byłoby czymś, z czym żaden porządny człowiek nie chciałby mieć nic do czynienia. W tej idei chodzi o to, że tak, jesteśmy bogami, ale tak samo jak wszyscy inni, wszelkie stworzenia, rośliny, skały, ogólnie wszystko co istnieje w całym wszechświecie jest tak samo boskie, bo w rzeczywistości jest jednym i tym samym, pochodzi z tego samego źródła i zmierza do tego, by do tej jedności znów powrócić w wyniku długotrwałej ewolucji. Tutaj właśnie nie ma podziału na lepszych i gorszych, bo wszelkie podziały uważane są za iluzję naszego racjonalnego umysłu. Przyznam, że jest mi z tą koncepcją całkiem po drodze, chociaż gdyby ktoś mnie zapytał, czy w to wierzę, to też nie powiedziałabym jednoznacznie, że tak. Nie potrafię w nic uwierzyć tak na 100%, być pewna, że jest akurat tak, a nie inaczej. Po prostu pewnych rzeczy nigdy nie można być pewnym. Dlatego prawdopodobnie zostanę agnostyczką do końca życia Razz Co do wiary nazistów - to była dość dziwna i zagmatwana sprawa, bo z jednej strony szli z hasłem "Gott mit uns", kreowali się na katolików, mieli poparcie Watykanu, a z drugiej strony interesowali się okultyzmem. Te dwie rzeczy się raczej wykluczają, więc zawsze mam pewien mętlik w głowie, jak o tym myślę Razz Najprawdopodobniej "podpinali" się tylko pod pasujące im ideologie, żeby usprawiedliwiać tym swoje niekoniecznie dobre poczynania, a w rzeczywistości się z nimi nie utożsamiali.

Suerte napisał:
Jeśli chodzi o dobre uczynki, to prawda jest taka, że one nie mają najmniejszego znaczenia w oczach Boga, jeżeli nie wynikają ze szczerej chęci pomagania. Według mnie dobre uczynki są wpisane w naturę człowieka, pomoc, empatia, czy szczere niesienie dobra, powinny być czymś naturalnym, a nie przymusem czy balastem. Być może takie zachowanie wynika z egoizmu, czy wychowania, różne bywają sytuacje, jednak prawda jest taka, że gdy szczerze pomagamy innym to nie szukamy tysięcy powodów, żeby to robić. Po prostu to robimy.

I z takim sposobem myślenia byłabym w stanie już się zgodzić Smile Też mi się wydaje, że większą wagę mają nasze intencje, a nie rezultaty. Bo ktoś może przez czysty przypadek zrobić dla kogoś coś dobrego, co odmieni jego życie na lepsze, a inna osoba pomimo najszczerszych chęci i starań nie potrafi pomóc, bo np. druga osoba odrzuca tą pomoc. Wtedy czyj uczynek jest lepszy - kogoś, kto robił wszystko, co tylko był w stanie, niestety bez widocznych rezultatów, czy kogoś, komu ten dobry uczynek wyszedł właściwie przypadkowo i od niechcenia?

Na dzisiaj koniec pisania Very Happy I tak napisałam więcej, niż początkowo chciałam, ale u mnie to w sumie reguła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum MUSIC LATINO Strona Główna -> Rozmowy o ... Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Programy
Regulamin